wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział szósty

Deborah

 Wtedy, wtedy mogłam widzieć
Że byłeś moim jedynym przyjacielem
Byłam zbyt przerażona by
Nie mogłam Cię wpuścić


5 września

Razem z Rebeccą miałam zaplanowane jakie kolory będziemy miały na sobie ubrane w dniu balu. Musiałyśmy to ustalić, aby żadna z dziewczyn nie przyszła w podobnej sukience. Nie mogłyśmy sobie pozwolić na taką wpadkę! Każda dziewczyna z elity miała zaklepany kolor główny. Ja miałam klasyczną czerń. Rebecca upatrzyła sobie ciemny brąz. Najtrafniejsze kolory przewodnie takie jak: beż, czerń i brąz rozeszły się migiem a zasada "Kto pierwszy ten lepszy!" kilka dziewczyn nie zadowoliła. Jednak nie obchodzi mnie to, co one sobie myślą. Ja jestem królową i ja muszę wyglądać olśniewająco. One są tylko dodatkiem. Robią za tło, które wzmacnia moją pozycję.
Na wspomnienie wczorajszego dnia uśmiechnęłam się przeciągle i  przejechałam czerwoną szminką po moich ustach. Uwielbiam ten kolor. Usta najbardziej przyciągają uwagę.
- Podaj mi kurtkę. - rozkazałam Alanie, która przeszła obok mnie.
Dziewczyna westchnęła i sięgnęła po moją kurtkę.Uśmiechnęłam się triumfalnie i w chwili, gdy już po nią sięgałam Alana raptem ją opuściła. Nie patrząc na mnie odwróciła się i zostawiła mnie wściekłą. Schyliłam się po ramoneskę i dumnie ją założyłam. Spojrzałam na swoją sylwetkę i cmoknęłam zadowolona. Jestem piękna, pomyślałam.
Razem z Maxem weszłam do budynku szkolnego. Co dziwne, żadna fala zaciekawionych spojrzeń nie ruszyła w naszą stronę. Udawałam, że nic nie zauważyłam, ale wewnątrz gotowałam się ze złości. Jak?! Co się dzieje z tymi ludźmi?!
Rozejrzałam się dokoła, a moją uwagę zwróciło zbiegowisko przy szafkach. Podeszłam do zgromadzonych ludzi i zobaczyłam jak Niall i Thomas stoją naprzeciwko siebie z zaciśniętymi pięściami. Z tyłu stała wyraźnie zagubiona i przestraszona Alana. Co takiego się wydarzyło?
- Przeproś ją! - krzyknął blondyn.
- Wlazła mi pod nogi, nie muszę nikogo przepraszać, a zwłaszcza ją. - warknął Thomas wskazując na moją młodszą siostrę.
- Ona nie jest pieprzoną zabawką, którą można się bawić! Ona jest człowiekiem, idioto!
- Jest zwykłą niepotrzebną szmatą! Nie warto zwracać na nią uwagę!
Horan mocniej zacisnął pięści i niespodziewanie uderzył Thomasa, który aż zatoczył się do tyłu. Jednakże, będąc popularnym szkolnym sportowcem, szybko odzyskał równowagę i zadał blondynowi potężny cios w brzuch. W tej chwili na "pole walki" wkroczył Malik, który wykazując się niewiarygodną siłą popchnął Thomasa na szafki, aż ten stracił panowanie nad swoim oddechem.
Całe zbiegowisko cofnęło się cofnęło się zapobiegawczo... i ze strachem? Nie miałam pojęcia, jak nazwać odczucia tych ludzi. Sama nie wiedziałam co czuję.
Popatrzyłam na wściekłego Horana, którego w tej chwili trzymał Payne, aby ponownie nie zaatakował Thomasa. Widziałam wiele takich bójek, ale nigdy nie wynikła ona z powodu Alany. Ba! Nikt nigdy nie stanął w jej obronie! Nowością było jedynie zachowanie Caitlin feralnego dnia, ale nigdy nie spodziewałam się takiego zachowania u Nialla. Wydawał się zbyt grzeczny. Zbyt święty, pomyślałam.
- Rozejść się. - warknął Zayn, a drugi raz nie musiał powtarzać.
Całe zgromadzenie posłusznie się rozeszło, jednak ja zostałam z Maxem i po sekundzie dołączyła do nas Rebecca. Thomas klnąc jak szewc odszedł, a Payne puścił wściekłego Horana. Zdążyłam zauważyć, że Alana niespostrzeżenie zniknęła. Natomiast Caitlin stała przez chwilę i wpatrywała się twardym wzrokiem na Liama, Nialla i Zayna. Ten ostatni odwzajemnił jej spojrzenie i uporczywie wpatrywał się w jej oddalającą się sylwetkę. Najwyraźniej Caitlin nie mogła wytrzymać w całym tym towarzystwie. Nie moja wina, że nie umie dobierać normalnych przyjaciół, pomyślałam ze zgryzotą i na moment zapomniałam o tym, że ktoś wstawił się za Alaną.
Szkoła niewielka, wszystko szybko się roznosi. Każda plotka, każda soczysta wiadomość - nieważne czy prawdziwa. Ważne aby chwytliwa.
Wiadomość o tym, że wybuchła bójka między Thomasem a Niallem rozeszła się migiem. Spodziewałam się takiej szybkiej reakcji z uwagi na to, że wynikła z powodu Alany. Nic nieznaczącej małej szarej myszki. Malutkie zwierzątko nie zjawiło się na lunchu i nie usłyszało wszystkich opinii na ten temat. Na swój temat.  Ciekawe jak się teraz czuje. Po raz pierwszy jest w centrum uwagi.
Niall jak i Thomas także nie zjawili się na stołówce. Poszkodowany sportowiec prawdopodobnie kolejną przerwę przesiedział w gabinecie szkolnej pielęgniarki. A blondyn? Zniknął bez śladu. Nikt nic nie słyszał. Nikt nic nie widział. Zachował się podobnie jak wczoraj. Także zniknął i nawet jego najlepsi kumple nie wiedzieli dokąd się udał.
- Debby? - usłyszałam przytłumiony głos obok mnie.
Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam Liama, który nachylał się nad moim uchem. Skłamałabym gdybym powiedziała, że mnie to nie zdziwiło. Zbyt bardzo jednak go nie lubię i zdążyłam zamaskować przed nim swoje zdziwienie. Wróg nie może znać twoich słabości.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Nie tutaj. - odpowiedział równie zgryźliwie jak ja.
Po czystej walce ze samą sobą wstałam i poszłam za śladem Liama. Chciałam zostać przy stoliku, ale postąpiłam wbrew sobie. Coś mnie ciągnęło do bruneta. A ja nie wiedziałam zbytnio co.
Chłopak kierował się w boczny korytarz. Szłam w krok za nim i zastanawiałam się, gdzie mnie prowadzi. W końcu zatrzymał się w miejscu odległym od klas. Znalazłam się w miejscu będącym schronieniem ludzi zapomnianych i nielubianych. To było coś w rodzaju azylu. Czegoś, gdzie ludzie nie przychodzą, bo nie mają po co. Korytarz był zapomniany, nie ma się co oszukiwać. Tylko zastanawiam się jak to miejsce odkrył Liam.
- Czego chciałeś?  - spytałam po chwili milczenia.
- Trzymaj z dala Zayna od Caitlin.
Zamrugałam zaskoczona.
- C-Co?
Niedowierzanie. Tylko to czułam.
- Masz trzymać Caitlin z dala od Zayna. - powtórzył.
- Czemu?
- On... On ma na nią zły wpływ. - Liam spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
- Konkretniej.
Skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Zawsze obiera sobie za cel dziewczynę, która jego zdaniem jest wyjątkowa. I próbuje ją wciągnąć do swojego życia. Sprawia, aby dziewczyna była taka jak on. Zayn chce sprawić, aby jego... wybranka odcięła się od swojego świata i przeszła do jego...
- Czemu mi to mówisz? - przerwałam mu.
- Nie interesuje cię to?
- Nie. Nie obchodzi mnie nic, co dotyczy moich sióstr.
- Ale to twoja siostra! Powinnaś dbać o nią! - warknął chłopak.
- One o mnie także nie dbają! Po co mam się o nie martwić? Są dużymi dziewczynkami, same potrafią o siebie zadbać. Nie muszę mówić im, jak mają żyć! Same niech się martwią o swoje problemy! Jestem z nimi spokrewniona tylko więzami krwi, nic więcej nas nie łączy! - wybuchnęłam.
- Nie martwi cię to, że twoja siostra diametralnie się zmieni?
- Nie, nie obchodzi mnie! One mnie nie obchodzą! Nie mam żadnych korzyści z opieki nad nimi! Więc czemu mam się nimi zajmować i niańczyć jak jakieś niemowlęta?
Liam zbliżył się do mnie.
- Musisz mieć ze wszystkich swoich działań korzyści?
- Tak. Bezinteresowność nie istnieje. Korzyść płynie ze wszystkich czynów. Ze wszystkich rąk ludzkich. Tak będzie zawsze. Nie zmienisz tego.
Odeszłam pełna pogardy. Myślał sobie, że będę bawić się w opiekunkę. Caitlin jest pełnoletnia. Niech sama o siebie dba. Nie mogę mówić jej jak ma postępować. Nie chcę jej tego mówić. Żeby mówić komuś jak ma żyć, trzeba najpierw samemu to wiedzieć.
Weszłam ponownie do stołówki i zobaczyłam siedzącego przy stoliku Nialla. Spojrzałam na niego przelotnie, a swój wzrok skupiłam na Zaynie. Nie słuchał niczyjego gadania, siedział w idealnym miejscu, aby obserwować Caitlin. Nie, nie będę o nich myślała. Niech robią co, chcą, pomyślałam.
Liam nie przyszedł już na lunch. Został w swoim starym położeniu. Niech tam stoi. Niech sobie nie wyobraża, że będę się przed nim uginać.
Koło naszego stolika przeszła Caitlin i podeszła do tablicy ogłoszeń. W tym samym momencie Zayn wstanął ze swojego miejsca i podszedł do mojej siostry. Zerknęłyśmy po sobie z Rebeccą i już wiedziałam, że Liam wiedział co się zanosi. Ewidentny romans, którego nie mam ochoty oglądać.
Upragniony dzwonek rozbrzmiał, gdy właśnie wstawałam od stolika. Sięgnęłam po torbę i miałam nadzieję, że nie spotkam Liama na swojej drodze.

Siedząc już w swoim pokoju nie mogłam przestać zastanawiać się nad słowami szatyna. I nie, nie obchodziła mnie ich treść, obchodziło mnie, że chłopak myślał, że zainteresuję się swoją siostrą. Wyraźnie dał mi do zrozumienia, że według niego jestem pępkiem świata. I tak, jestem nim.
Nie lubię ludzi, którzy nie liczą się z moim zdaniem. Mam swoje życie dokładnie zaplanowane i nie mogę sobie pozwolić, że ktoś obok mnie będzie nie zgadzał się z moimi słowami. Żeby coś osiągnąć muszę mieć wokół siebie grupę ludzi potulnych jak szczeniaki. Muszą mi usługiwać, być na każde moje zawołanie i roznosić dobre słowa o mnie. Muszę się liczyć wśród tej szarej, nudnej codzienności.
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, który cicho zabrzęczał. Popatrzyłam chwilkę na treść wiadomości, która do mnie dotarła. Zastanowiłam się przez moment i szybko odpisałam Rebecce, że zaraz będę na miejscu.
Właśnie wybierałam się do kawiarenki.
Wchodząc do starego, klasycznego budynku poczułam jak zwykle ten sam zapach świeżo parzonej kawy. Uwielbiałam tu przychodzić, jednakże od dawna tu nie byłam z uwagi na to, że nie miałam z kim tu przychodzić. Kawiarenka nie była uwielbiana przez moich znajomych, a moja przyjaciółka bardziej lubiła przytulne miejsca. Ja uwielbiałam tą bladość na ścianach, ten sam powtarzający się blues, który z czasem zanikał przez skrzypienie podłogi lub trzeszczenie w radiu. Uwielbiałam te kwiaty, które przekrzywiają się z doniczki. Uwielbiałam widok za oknem. Mogłabym wymieniać tak bez końca. Tej kawiarenki wprost nie da się opisać. Jest w niej coś dziwnego i innego, co zamiast przyciągać, odstrasza.
Zobaczyłam Rebecce siedzącą przy pierwszym stoliku od wejścia. Uśmiechnęłam się lekko i przysiadłam do mojej przyjaciółki, która z zainteresowaniem rozglądała się dookoła.
- Mamy problem.
- Dokładniej..? - zapytałam zaciekawiona.

Rebecca umyślnie wywołała pauzę.
- Suzanne chwaliła się Anne, że ma kupioną brązową sukienkę na bal!
Odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że to coś poważniejszego. W tej kawiarence często spiskujemy jak kogoś zhańbić, lub po prostu plotkujemy o wszystkich z naszej nudnej szkoły. Nikt tu nie przychodzi, więc nie ma obaw, że ktoś podsłucha.
- A ty.. - zaczęłam.
- To ja zaklepałam brąz! Nie pozwolę, aby ktoś miał ten sam kolor co ja! - wybuchnęła Rebecca.
- Zrobimy ten sam..
- Tak. - przerwała mi moja przyjaciółka.
Uśmiechnęła się do mnie triumfalnie, a mój humor znacznie się polepszył. Niech najdroższa Suzanne wie, że nie kwestionuje się wyborów ani moich ani Rebecci.

 * Deborah ♥ *
 _____________________________________
Rozdział wstawiony z małym poślizgiem, gdyż niefortunnie zachorowałam.
Po przeczytaniu całego rozdziału nie wydaję mi się, aby był on jakiś wyjątkowy, ale najlepszy też nie jest.
Kompletnie nie wiedziałam co napisać w końcówce.
Poza tym, mam problem z odmienianiem imienia "Rebecca" XD
Od razu zapowiadam, że najbliższy rozdział także będzie wstawiony później niż zwykle.
Dzisiaj krótko, bo muszę wracać do ciepłego łóżeczka <3
Do następnego :*
 Za ewentualne błędy przepraszam.