Deborah
Nie, niewystarczająco to wystarczająco
Jeśli jesteś zbyt chętny
Ponieważ jesteś dla mnie dobry
Nie, niewystarczająco to wystarczająco
Jeśli jesteś zbyt chętny
Ponieważ jesteś dla mnie dobry
Nie, niewystarczająco to wystarczająco
2 września
Pod dom przyjechała Rebecca swoim luksusowym samochodem. Otworzyłam przednie drzwi obok kierowcy i usiadłam w cieplutkim samochodzie. Przywitałam się z Rebeccą całusem w policzek i pojechałyśmy pod jakiś nieznany mi dom.
- Po kogo jedziesz? – zapytałam.
- Po Liama. – odpowiedziała Rebecca z błyskiem w oku.
- Tego nowego?
- Tak, właśnie tego.
Kiwnęłam głową, ale nie mogłam zrozumieć po co blondynka zawraca sobie nim głowę. To „nowy”. Trzeba go nauczyć zasad panujących w tej szkole. Nie może od razu przyzwyczaić się, że będzie należał do najbardziej pożądanej grupy w szkole. Musi zrozumieć, że elita nie przyjmuje każdego. Trzeba sobie zasłużyć.
Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Do tyłu wgramolił się muskularny szatyn. Przyznaję, że przez moment zachwyciłam się wytrenowaną sylwetką chłopaka. Ale tylko przez moment. W oka mgnieniu stałam się chłodna i tajemnicza.
- Cześć dziewczyny.
- Cześć, Liam! – uśmiechnęła się promiennie Rebecca.
- Hej. – mruknęłam i niemal od razu odwróciłam się od chłopaka.
Spojrzałam w lusterko. Szatyn mrugnął do mnie w odbiciu szkła. Odwróciłam wzrok i skupiłam się na drodze, ale w myślach czerwieniłam się na jego ruch. Zostałam przyłapana. Gdybym chciała, moje policzki okryłby płonący rumieniec. Powstrzymałam go jednak! Królowa nigdy nie okazuje emocji.
Zatrzymaliśmy się przed budynkiem szkolnym. Rebecca zaparkowała tuż przy samochodzie Maxa. Moi znajomi od razu wyskoczyli z samochodu i wszyscy zaczęli się ściskać i składać całusy w powietrzu. Wszyscy w komplecie weszliśmy do gmachu budynku. Ja będąc na czele wkroczyłam pierwsza i od razu pojawiły się spojrzenia w naszą stronę. Kocham to uczucie być w centrum uwagi.
Zobaczyłam stojącego pod ścianą Malika, który patrzał w stronę schodów na pierwsze piętro. Obejrzałam się w lewo i od razu zauważyłam Caitlin. Siedziała na schodach ubrana w czarne znoszone trampki, czarne rurki i dżinsową koszulę. Jej długie rozpuszczone włosy zdążyły zostać potargane, więc moja siostra wyglądała na mój gust okropnie. A Zayn najwyraźniej postanowił obserwować Caitlin przez całą przerwę. Nie usłyszał nawet, gdy Max go zawołał. Dopiero, gdy go szturchnął w ramię Malik ocknął się.
- Co? – warknął.
- Stary, wołam cię ciągle, a ty dalej gapisz się w jedno miejsce! – rzucił Max kompletnie rozbawiony.
W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec przerwy. Rozeszliśmy się w swoje strony, a ja minęłam się z Caitlin, która schodziła po schodach. Zignorowałam ją, ale będąc u szczytu schodów zauważyłam, że rozmawia z Malikiem. Czyli jednak brunet zainteresował się moją siostrą. Czemu akurat nią? Zayn zasługuje na lepszą.
- Debby, nie gap się tak na nich. – szepnęła Rebecca.
- Jestem zdziwiona, że Malik się nią zainteresował. – wzruszyłam ramionami.
- To, że ze sobą rozmawiają nie oznacza, że od razu będą się umawiać. – Rebecca nie czekając na moją odpowiedź wzięła mnie pod rękę i pociągnęła w stronę sali od fizyki.
Całą lekcję z nią przegadałam. Moja przyjaciółka najwidoczniej była zachwycona nowym uczniem - Liamem. Opowiadała mi czego się o nim dowiedziała, a ja słuchałam ją z coraz większym zainteresowaniem. Nie spodziewałam się, że szatyn ma taką ciekawą osobowość. Owszem, jest przystojny, a w dodatku jego charakter jest warty zainteresowania.
- O’Connel i Richardson! Przeszkadzam wam? – zapytała jadowicie nauczycielka.
- Ależ oczywiście, że nie! To my przepraszamy, że pani przeszkadzamy! – krzyknęła słodko Rebecca.
Nauczycielka nabrała się na przepraszający ton głosu mojej przyjaciółki, która jest świetna w kokietowaniu. Potrafi doskonale zamydlić oczy. Czyż nie pasujemy świetnie do siebie?
Długo wyczekiwany dzwonek nareszcie rozbrzmiał ku radości wszystkich obecnych w klasie. Z prędkością światła zabrałam swoje rzeczy i otoczona wianuszkiem ludzi ze swojej sfery wyszliśmy na szkolny korytarz. Na głównym holu spotkałam się z pozostałymi przyjaciółmi. Razem skierowaliśmy się w lewe skrzydło i usiedliśmy na ławkach, które były ustawione w kształcie kwadratu. Rebecca jako pierwsza zaczęła rozmowę i niemal od razu wszyscy się dołączyli. Ja jednocześnie wsłuchując się w rozmowę ilustrowałam tych trzech nowych chłopaków, którzy wkręcili się w moje towarzystwo. Na ich szczęście byli przystojni i mieli w sobie to „coś”. Przykuwali uwagę.
- Widziałyście, w co dzisiaj ubrały się te frajerki z pierwszego roku?
- Podstawiłem nogę temu komputerowcu!
- Ich miny!
Wszystkie głosy zaczęły się mieszać, a nieustanna pogarda i rozbawienie ciążyły w powietrzu. Natomiast ja, skupiłam się na szatynie, który bacznie mnie obserwował. Kątem oka widziałam jak dokładnie śledzi mój ruch. Nie mogłam sobie pozwolić na kolejne przyłapanie z jego strony.
- Pamiętacie wczoraj tą całą Alanę? – usłyszałam.
Momentalnie zaśmiałam się, a mój śmiech wtopił się w inne. Jedynie ci nowi nie wykazywali żadnych emocji. Malik praktycznie przez całą rozmowę był nieobecny, więc nie zdziwiłam się zbytnio. Payne zamyślił się, a Horan skrzywił się… współczująco? Czemu? Należało się jej za bycie ofiarą losu. Nikt jednak nie skomentował dziwnego zachowania chłopaków. Wszyscy widzą to, co chcą widzieć.
Nagle zwróciliśmy wszyscy uwagę na krzyki i śmiech, który był wyjątkowo ogłuszający. Szybko zorientowałam się, że to grupa szkolnych błaznów. Prychnęłam na ich widok razem z innymi. Cała grupa przeszła obok nas i nikt nawet na nas nie spojrzał. Co za tupet, pomyślałam. Zwróciłam uwagę, że Malik podniósł głowę i spojrzał na przechodzącą Caitlin. Nagle chłopak stał się bardziej obecny i zainteresowany wszystkim wokół. Jak on mógł zwrócić na nią uwagę? Nie widział jak flirtują z nim najbardziej pożądane dziewczyny w szkole?
Po zakończonych lekcjach jak zwykle udałam się w stronę swojej szafki, by odłożyć niepotrzebne książki. Tym razem szłam sama. Rebecca miała dodatkową godzinę, a reszta moich znajomych miała w planach uwieść swoją sympatię. Tylko ja nie miałam nikogo na oku. Po prostu nikt nie spełnia moich wymagań. Chłopcy, których znam są zbyt przewidywalni. A ci nowi? Malik najwidoczniej zainteresowany jest moją siostrą. Horan jest według mnie zbyt grzeczny i wrażliwy. A Payne? Wydaje się pociągający, jednak myśli inaczej ode mnie. Dla niego nie liczy się opinia publiczna, pieniądze i popularność. W jakim wieku on się urodził?
- Cześć. – usłyszałam.
Spojrzałam na osobę, która nie wiadomo kiedy pojawiła się obok mnie.
- Cześć, Zayn. – mruknęłam.
- Widziałaś gdzieś Caitlin? – spytał.
- Nie, nie obchodzi mnie gdzie ona jest. – warknęłam. - Nie sądzę, by Caitlin zwróciła na ciebie uwagę. – dodałam.
- Nie pytałem cię co sądzisz. – warknął mulat i odszedł wyprowadzony z równowagi.
Patrząc na jego oddalającą się sylwetkę wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. Jak on mógł się tak do mnie zwrócić?! Wiedziałam, że jest bezczelny, ale… Z wściekłością zatrzasnęłam drzwiczki od szafki i żwawym krokiem wyszłam z budynku szkolnego.
Nie minęło dużo czasu, aż usłyszałam biegnące kroki za mną. Jak ten zdyszany frajer mnie dotknie to eksploduję. Nie dość, że wracam na piechotę do domu, to jeszcze minie mnie spocony gość.
Na moje szczęście zdyszanym frajerem okazał się Liam.
- Gdzie Rebecca?
- Ma dodatkowy przedmiot. – mówię znużona.
- To nawet lepiej… - szepnął. – Co tam u ciebie?
- W porządku. – odpowiadam krótko.
- Tylko tyle mi powiesz?
- A co mam powiedzieć? – odpowiadam pytaniem na pytanie.
- Liczyłem, że bardziej rozwiniesz odpowiedź na moje pytanie. – wzruszył ramionami.
- Odpowiedziałam krótko, bo nie lubię, gdy ktoś zadaje mi takie pytania z grzeczności. – warknęłam.
Szatyn roześmiał się sarkastycznie.
- Nie mam pojęcia czemu wszyscy cię tak uwielbiają, Ale wiedz jedno; dla mnie jesteś zwykłą dziewczyną, nie żadną królową w złotej koronie. A ja nie jestem twoim podwładnym.
Liam odszedł w przeciwną stronę zostawiając mnie osłupiałą.
Do domu dotarłam bardzo szybko. Rzuciłam się na swoje łóżko, a do głowy napłynęły myśli, które nie dawały mi spokoju. Pierwszy raz coś takiego usłyszałam. Nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. Przecież… Cholerny Payne! Przejeżdża do naszego miasteczka i uważa, że zacznie zmieniać szkolny system działający od wielu lat! Bez tego szkoła byłaby jednym ogromnym chaosem! Wyobrażam sobie jak te komputerowe frajery zasiadają przy stoliku przynależnym do elity… Wzdrygam się na tą myśl i usiłuję wymyślić co może zaszkodzić szatynowi. Trzeba wymyślić jakąś plotkę, która szybko rozpowszechni się w całym szkolnym społeczeństwie. Często wypuszczałam słodkie i podsycone kłamstewka na kogoś temat. Głównie robiłam to, aby pozbyć się konkurentki. Wszystko co stoi na przeszkodzie do zwycięstwa można usunąć z pola bitwy. To nieśmiertelna dewiza, którą głęboko sobie upodobałam.
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, który wskazywał 15:55. Zeskoczyłam szybko łóżka i lekko wygładziłam blado-różową pościel. Wyszłam ze swojego pokoju i skierowałam się do salonu, by za chwilę obejrzeć kolejny odcinek swojego ulubionego serialu. Przynajmniej teraz nie będę musiała martwić się o moje problemy i zmartwienia…
* Deborah ♥ *
_____________________________________
Witajcie!
Zgodnie z umową publikuję rozdział trzeci. Jak zdążyliście zauważyć (albo nie) każda siostra ma przypisany cały rozdział dla siebie i w takiej właśnie kolejności będzie napisany każdy następny rozdział - Alana, Caitlin, Deborah, Alana,....
Co myślicie o najstarszej z sióstr?
Przypadła Wam do gustu? :D
Nie wiem, czy zauważyliście, ale dodałam "Tablicę Ogłoszeń" po tygodniowych staraniach!
Znowu jestem w zgodzie z bloggerm xD
Tyle wygrać! :D
Nieważne, zapraszam do dodawania się do obserwatorów lub informowanych!
A żeby nie oduczyć Was komentowania rozdziałów (nie tylko moich) następny rozdział pojawi się, gdy będzie tutaj 8 komentarzy :)
Komentarze karmią wenę.
PS: Zwracajcie uwagę na daty!
